Dlaczego warto jeść wątróbki i kiszonki? Co wspólnego ma fermentacja, wit. B12 i produkcja glutationu? Gdzie znajdziemy życiodajną witaminę? Czy powinniśmy jeść marchewkę prosto z ziemi?
Wiedza o witaminie B12 to istny „must-have” dla wszystkich, którzy świadomie budują fundamenty zdrowia, a zwłaszcza dla kobiet planujących ciąże, dla wegetarian i wegan. W ostatnich kilkunastu latach wykazano wiele zaskakujących właściwości tej witaminy, jak na przykład wpływ na rozwój płodu, rozwój intelektualny przyszłego dziecka, czy mniejsza podatność na leki i depresje.
Żaneta Geltz: Opowiadać o witaminie, a nie rozpocząć od odrobiny chemii, byłoby ogromnym faux pas. Czym jest witamina B12?
Dr Mirosław Mastej: Bez odrobiny chemii na początek byłoby ciężko zrozumieć niuanse opisywane w dalszej części. Witamina B12 jest największa chemicznie i najbardziej skomplikowana w budowie witamina człowieka. Być może dlatego nie radzimy sobie z jej synteza? Termin „witamina B12” nie dotyczy też jednego związku chemicznego, ale pewnej grupy, możemy ją też nazywać kobalamina albo korynoidami. A to dlatego, iż zawsze maja w sobie atom kobaltu i tzw. pierścień korynoidowy.
Nazwa kobalamina bierze się jak łatwo się domyśleć od kobaltu, kluczowego ze względu na właściwości związku. Jest umieszczony prawie centralnie w całej cząsteczce, a także co ważne łączy się z sześcioma innymi atomami, z czego cztery wiązania są zajęte przez dość skomplikowany w swojej budowie pierscień korynoidowy (dokładniej mówiąc kobalt łączy się z czterema atomami azotu w tym pierścieniu). Piąte wiązanie kobaltu jest zawsze z nukleotydem dimetylobenzimidazolowym, inna skomplikowana chemicznie struktura. Na szczęście nie musimy tego zgłębiać.
Ostatnie, szóste wiązanie w kobalcie jest dla nas najistotniejsze, ponieważ w tym miejscu do kobaltu

dr n. med. Mirosław Mastej
Lekarz z zawodu i powołania. Prowadzi
„Centrum Zdrowia Dr Mastej” w Jaśle.
Orędownik zdrowego żywienia. Medyczne
obszary zainteresowania to m.in.: wpływ
diety i środowiska na funkcjonowanie
organizmu człowieka, chronobiologia,
farmakologia, lipidologia, immunologia
i alergologia. e-mail: miroslaw@mastej.pl
przyłącza się grupa metylowa (-CH3). Taki związek nazywamy wówczas metylokobalaminą. W przyrodzie (bakterie, rośliny) czy sztucznie syntetyzowane w farmacji kobalaminy mogą mieć zamiast grupy metylowej grupę cyjanową (-CN-) – wówczas mówimy o cyjanokobalaminie – czy grupę hydroksylowa (-OH-), czyli hydroksykobalamine. Znane są inne połączenia, co skutkuje nadaniem takiej kobalaminie nie tylko odpowiedniej nazwy (przykładowo akwakobalamina, adenzoylokobalamina), ale przede wszystkim innymi właściwościami. Niektóre kobalaminy produkowane przez bakterie dla nich samych są korzystne, ale dla człowieka mogą być szkodliwe. Dzisiaj już wiemy, że najlepsza, optymalna dla człowieka jest metylokobalamina. Ta postać najlepiej się wchłania. Każda inna, np. cyjanokobalamina, musi zostać przekształcona wewnątrz organizmu w metylokobalamine, aby mogła działać. Ma to kolosalne znaczenie, jako ze przez dziesiątki lat przemysł farmaceutyczny produkował głównie cyjanokobalamine do suplementacji doustnej. I zdarzało się, ze efekty suplementacji doustnej były mizerne.
ŻG: Jakie są źródła witaminy B12 w organizmie?
MM: Zgodnie z definicją witaminą jest taki związek chemiczny, którego organizm człowieka nie potrafi samodzielnie wytworzyć. Witamina B12 w żadnej z opisanych powyżej modyfikacji chemicznych nie jest produkowana w komórkach ludzkich. Niewielkie ilości kobalamin potrafią wyprodukować niektóre bakterie żyjące na powierzchni owoców. Nie wykazano jednak, by bakterie w jelicie cienkim człowieka, czyli tam gdzie ona się wchłania produkowały witaminę B12. Niestety też większe rośliny czy grzyby zupełnie nie produkują kobalamin przydatnych człowiekowi.
Możliwa jest jednak produkcja witaminy B12 (ściślej mówiąc hydroksykobalaminy) przez bakterie w procesach fermentacji. Ich źródłem jest „masa drożdżowa” (dostępna w formie kostek drożdży piwnych czy piekarniczych), z której po oczyszczeniu produkuje się witaminę B12 w postaci farmaceutyków. Nadmieniam jednak, że to nie drożdże (które formalnie są grzybami), ale bakterie fermentacyjne w takiej „masie” odpowiadają za syntezę hydroksykobalaminy, gdyż tylko one maja do tego odpowiednie enzymy i metabolizm. Teoretycznie można też spożywać w całości drożdże piwne czy piekarnicze, ale nie mamy wówczas zupełnie kontroli nad dawka witaminy B12, spożywamy przy okazji cała masę drożdżaków i ich zarodników oraz zbędnych produktów fermentacji.
Tym samym optymalnym źródłem witaminy B12 (metylokobalaminy) są pokarmy zwierzęce, w tym
mięso i podroby (wątróbka) oraz jaja. Metylokobalamina jest wykorzystywana w procesach życiowych przez większość zwierząt, zatem jest jej dużo w żywności takiego pochodzenia. Nie znalazłem informacji, czy i które zwierzęta same potrafią syntetyzować metylokobalamine. Najprawdopodobniej żadne. Ponieważ część zwierząt jest wyłącznie roślinożerna zachodzi pytanie skąd one pozyskują witaminę B12? Najpewniej,amając inne niż człowiek mikroorganizmy w swoich jelitach, to flora jelitowa tych zwierząt produkuje dla nich wystarczające dawki. Zwierzęta roślinożerne są także przeżuwaczami i nieco inaczej trawią pożywienie, żując i fermentując je na wcześniejszym etapie. Zapewne wówczas ich „dobre bakterie” wytwarzają niezbędne porcje B12. Z kolei zwierzęta mięsożerne czerpią witaminę B12 z pożywienia (mięsa). Zapewne ich bakterie w jelicie grubym (podobnie jak u człowieka) wytwarzają B12, ale z tego miejsca, jak wykazano, B12 się praktycznie nie wchłania. Natomiast jest ona wydalana i dalej krąży w łańcuchu pokarmowym. Być może także ich mikroby jelitowe syntetyzują pewną ilość.

Zapotrzebowanie człowieka na witaminę B12 nie jest duże, liczone w mikrogramach czystej witaminy B12 na dobę. Oficjalnie – jeszcze aktualne, aczkolwiek zdaniem wielu specjalistów zbyt niskie – dobowe zapotrzebowanie zostało określone na 2,4 mikrograma, u kobiet w ciąży 2,6 mikrograma i u kobiet karmiących niemowlę 2,8 mikrograma. Co ważne, witamina B12 nie można się zatruć. Zatem większe jej spożycie jest całkowicie dopuszczalne, a zdaniem wielu wręcz wskazane. Skąd taka rozbieżność? Powyższe mikrogramowe zalecenia dotyczą zapobiegania tzw. anemii złośliwej, pierwszej znanej i opisanej choroby wynikającej z niedoboru witaminy B12. Ciekawym zjawiskiem jest fakt, ze nasz organizm, głównie wątroba, magazynuje zapasy witaminy B12 nawet na kilkanaście miesięcy. Dlatego zanim dojdzie do krańcowego niedoboru i objawów anemii złośliwej, możemy żyć „z zapasów”, chociaż stopniowo będziemy odczuwać objawy wynikające z niewielkiego niedoboru. Ze starych badan na grupach osób, które przeszły z mięsożerstwa na ścisły weganizm i nie suplementowały B12, wynika, ze objawy anemii złośliwej pojawiały się nawet dopiero po pięciu latach!
ŻG: Co z wchłanianiem witaminy B12?
MM: Wspominałem, że witamina B12 jest duża i złożona chemicznie cząsteczka, w dodatku mocno związana z białkami, jakie spożywamy. Nasz przewód pokarmowy musiał wytworzyć wiec mechanizm pozyskiwania i wchłaniania witaminy B12 oraz odróżniać te kobalaminy, które są nam faktycznie potrzebne. Pierwszym etapem tego procesu jest oddzielenie kobalaminy od białek zwierzęcych (spożytych właśnie z posiłkiem) za pomocą pepsyny i kwasu solnego, co zachodzi w żołądku. Związek zostanie odcięty od masy białkowej tylko w niskim pH soku żołądkowego. Osoby z tzw. niedokwaśnością oraz nadużywające leków hamujących produkcje kwasu solnego maja problem z uwalnianiem kobalaminy z pożywienia. Mogą jeść dużo mięsa czy wątróbki, ale ich organizm nie wchłonie witaminy B12.
Sprawa oczywiście nie jest tak prosta, gdyż uwolniona w żołądku kobalaminę musi związać ze sobą specjalne białko zwane kobalofiliną, które bierze się z naszej śliny. Dlatego dobre, długotrwałe, solidne żucie i gryzienie kęsów pokarmu jeszcze w jamie ustnej to podstawa dobrego trawienia i wchłaniania w żołądku i jelitach. Zwłaszcza pokarmów bogato-białkowych, gdyż ślinianki potrzebują czasu na produkcje i uwolnienie śliny o dobrym składzie, np. z dużą ilością białka wiążącego kobalaminę. A zatem przy właściwej ilości kobalofiliny i dobrze kwaśnym pH w żołądku nasza witamina B12 zostaje związana z nośnikiem i w takiej postaci przechodzi do dwunastnicy. W niej pH radykalnie się zmienia na coraz bardziej zasadowe – a to dzięki zasadowemu sokowi trzustkowemu wstrzykiwanemu odruchowo, gdy tylko wpadnie coś kwaśnego z żołądka. Powoduje to rozpad wiązania kobalaminy z kobalofiliną, a sama kobalamina staje się dostępna do dalszego „procedowania”. A nie jest ono wcale takie proste i łatwe. Jeszcze w żołądku i też tylko w kwaśnym pH pewne komórki śluzówki żołądka produkują i uwalniają do soku żołądkowego inne małe białko, zwane przez naukowców czynnikiem wewnętrznym (czynnikiem Castle’a). Ono potrafi wiązać, ale dopiero w zasadowym pH dwunastnicy wolną kobalamine, w dodatku preferuje metylokobalaminę, nie pogardzi tez cyjanokobalaminą lub hydroksykobalaminą, choć nie wiąże się z uszkodzonymi lub zmodyfikowanymi cząsteczkami innych i nieaktywnych kobalamin. Sprytnie, prawda?
Witamina B12 dzięki takiemu dwustopniowemu uwalnianiu i wiązaniu jest chroniona przed kwaśnym pH żołądka oraz selekcjonowana tak, iż tylko nieuszkodzone i te najbardziej aktywne dla człowieka kobalaminy są dalej przedmiotem wchłaniania. Co dzieje się dalej? Tylko dzięki temu, ze kobalamina jest połączona z czynnikiem wewnętrznym, i niejako przezeń chroniona, może płynąć dalej z dwunastnicy do jelita cienkiego.
Wchłanianie witaminy B12 zachodzi wyłącznie w 1/3 części końcowej jelita cienkiego. Zważywszy, ze całe jelito cienkie ma 4-6 metrów długości, należy uznać, że białko – czynnik wewnętrzny – pełni swoistą ochronną role „bodyguarda” przez 3 m zakrętów początkowego odcinka jelita. W końcowej części jelita natomiast, znajdują się wyspecjalizowane komórki wychwytujące kompleks kobalamina – czynnik wewnętrzny i tylko taki wchłaniają. Jak widzimy do pełnego wchłaniania witaminy B12 potrzebne są sprawne ślinianki (kobalofilina), sprawny żołądek (komórki okładzinowe produkujące kwas solny i czynnik wewnętrzny) oraz sprawna trzustka uwalniająca swój zasadowy sok do dwunastnicy. Zaburzenie działania któregokolwiek z powyższych narządów, czy to przez ich chorobę, czy nierozważne zażywanie leków, spowoduje problemy z wchłanianiem witaminy B12. W tym miejscu muszę zwrócić uwagę na kilka sytuacji. Coraz częścej wykonywana bariatroterapia (wycięcie znacznej części żołądka) w leczeniu otyłości powoduje zawsze zmniejszenie produkcji czynnika wewnętrznego. Prędzej czy później operowany będzie miał pełnoobjawowe niedobory witaminy B12, chyba że będzie właściwie suplementowany. Właściwie, czyli nie doustnie! Niedobory będą mieć też ludzie z pasożytami jelitowymi (przywry, glisty, tasiemce), gdyż witamina jest podkradana przez pasożyty. Trzeba je zlikwidować, gdyż żadna doustna suplementacja nie zadziała – można oczywiście pomyśleć o domięśniowej lub dożylnej drodze podania. Po wchłonięciu z jelita do krwi, kobalamina jest wiązana ze specjalnym białkiem transportującym (już tam na nią czekającym, a produkowanym w wątrobie) i taka połączoną postać nazywamy transkobalaminą II. Każda potrzebująca komórka pobiera sobie kobalamine z tego transportera, a niewykorzystana porcja wraca do wątroby gdzie jest magazynowana.
ŻG: A do czego służy właściwie witamina B12?
MM: Najbardziej znana i pierwsza opisana choroba wynikająca z niedoboru witaminy B12 jest anemia złośliwa, która objawia się zbyt małą ilością hemoglobiny odpowiedzialnej za wiązanie tlenu w płucach i jego roznoszenie po całym organizmie. Sama hemoglobina zaś to białko z atomami żelaza w centrum.
Pierwsza znana przyczyna anemii był niedobór żelaza w diecie, gdyż nie mogła powstawać hemoglobina. W większości przypadków odnotowywano spektakularne efekty po suplementacji żelazem, ale u części chorych nie było żadnej poprawy. Taki rodzaj anemii nazwano złośliwą – w końcu nie chciała ustąpić nawet po wysokich dawkach żelaza. A nie mogła ustąpić bo to nie żelaza brakowało, ale właśnie witaminy B12. Hemoglobina musi być „zapakowana” do krwinek czerwonych, powstających w szpiku kostnym, ale do ich wytwarzania niezbędna jest metylokobalamina właśnie (nawiasem mówiąc razem z inną cząsteczką kwasem foliowym, zwanym też witaminą B9). Dokładniej mówiąc witamina B12 jest niezbędna najpierw do pewnych przemian kwasu foliowego, a dopiero jego określone metabolity służą do prawidłowej produkcji krwinek czerwonych. Okazało się, że wystarczy dostarczyć organizmowi witaminę B12, by zlikwidować taki rodzaj anemii.
W przypadku kobalaminy pojawia się jednak problem z wchłanianiem, ponieważ najczęstszą przyczyną anemii złośliwej jest uszkodzenie (obecnie uważa się że autoimmunologiczne) komórek okładzinowych produkujących czynnik wewnętrzny i kwas solny. Zatem objaw niedokwaśności jest sygnałem poważnym, skutkującym nie od razu, ale zawsze po kilku miesiącach. Pojawienie się anemii złośliwej powinno zwrócić uwagę lekarza na to, że żołądek nie produkuje kwasu solnego, czynnika Castle’a i zapewne wielu innych substancji co najmniej od kilku miesięcy i nie wystarczy podać witaminę B12, ale należy poszerzyć diagnostykę żołądka i innych niedoborów, sprawdzić wydolność ślinianek i trzustki. Z powyższymi problemami mamy do czynienia wraz ze starzeniem się. Powyżej 60 roku życia prawie każdy człowiek ma obniżoną produkcje kwasu solnego, zanik śluzówki żołądka, a nierzadko niedobór produkcji śliny i soku trzustkowego.
ŻG: Czy tak ścisłe powiązanie miedzy witamina B12 a kwasem foliowym ma wpływ na zdrowie przyszłych mam i ich nienarodzonego potomstwa?
MM: Wyjaśnienie powiązań między witaminą B12 i kwasem foliowym na przykładzie anemii złośliwej nasunęło przypuszczenie, że zależność może się powtarzać także w innych sytuacjach. Okazało się, że każde komórki szybko się dzielące (a takie są komórki szpiku, ale też i zarodka czy płodu!!!) potrzebują do syntezy DNA dużej ilości związku zwanego tetrahydrofolianem, a ten powstaje z metylenotetrahydrofolianu. Żeby jednak powstał tetrahydrofolian niezbędna jest witamina B12. W razie jej braku, gromadzi się duża ilość metylenohydrofolianu, co można zbadać, oraz pojawia się niedobór samego tetrahydrofolianu. Taką sytuacje nazywamy pułapką folianową. Wiem, że te nazwy są skomplikowane, ale pułapka folianowa jest bardzo ważna z punktu widzenia medycznego.
Zapewne mamy (przyszłe lub planujące macierzyństwo) słyszały o suplementacji kwasem
foliowym, aby nie doszło do zaburzeń rozwoju płodu, zwłaszcza w zakresie układu nerwowego. Tak, oczywiście kwas foliowy (foliany) jest niezbędny, ale jeśli będzie występował niedobór witaminy B12, to suplementacja kwasem foliowym nie wystarczy.
W czasie ciąży rośnie nowe życie, z jednej komórki tworzy się kilkanaście (kilkadziesiąt) bilionów nowych komórek. Szybko dzielących się i rosnących. One muszą mieć olbrzymie ilości DNA. Każde nowe pokolenie komórek musi podwoić ilość DNA, aby dalej prawidłowo żyć. Potrzebne do przetrwania składniki komórka może sobie uzupełnić w ciągu kilkunastu dni, ale całość DNA musi pojawić się od razu po podziale komórek na potomne. Bez tetrahydrofolianu, a więc i bez witaminy B12 powstają mutacje i zaburzenia syntezy DNA, komórki potomne są wadliwe. Prowadzi to do wczesnych poronień albo narodzin z wadami cewy nerwowej i trwałego inwalidztwa. Istotne jest to, aby witaminę B12 uzupełnić na długo przed ciążą. Z całym szacunkiem do wegan i wegetarian – drogie przyszłe mamy, pamiętajcie o tym, zwłaszcza jeśli nie jecie mięsa od wielu lat! Sam kwas foliowy nie wystarczy, nawet jeśli suplementujecie tetrahydrofolian!
ŻG: Gdzie jeszcze istnieje taka zależność kwasu foliowego i witaminy B12?
MM: W naskórku i cebulkach włosów, śluzówce całego przewodu pokarmowego, śluzówce oskrzeli i oskrzelików. Warto w jakichkolwiek chorobach z nimi związanych pomyśleć o niedoborze witaminy B12 (i kwasu foliowego). Zupełnie innym tematem są komórki nowotworowe, które także potrzebują do syntezy swojego DNA kwasu foliowego i witaminy B12 (niestety!). Wiedze z tego obszaru wykorzystano do produkcji niektórych leków przeciwnowotworowych czy przeciwbakteryjnych i przeciwmalarycznych. Są to leki blokujące przemiany folianów, ale niestety niszczą wszystkie komórki szybko namnażające się, więc nie tylko nowotworowe. Przykładem takiego leku jest powszechnie stosowany metotreksat. Wydaje się jednak, ze suplementacja witamina B12 podczas kuracji metotreksatem daje pewną ochronę dla zdrowych komórek (nabłonek, szpik), dlatego warto o tym pamiętać i doświadczeni onkolodzy zalecają dodatkowe dawki witaminy B12.
W dalszych, ale nieodległych od dzisiejszych czasów badaniach nad witamina B12 odkryto jej kapitalną wręcz rolę w przemianach homocysteiny. W pewnym uproszczeniu wygląda to tak, że metylokobalamina jest niezbędnym kofaktorem enzymu zwanego syntazą metioniny. Syntaza metioniny, jako jedyna, potrafi przekształcić homocysteinę w metionine. Metionina jest jednym z aminokwasów egzogennych, czyli niemożliwych do syntezy przez człowieka. Musimy spożywać metionine, ponieważ powstaje z niego cysteina, drugi aminokwas siarkowy wykorzystywany w wielu białkach i peptydach człowieka. Dość wspomnieć glutation opisywany przeze mnie na łamach „Hipoalergicznych” w majowym wydaniu w 2017 r. Metionina sama w sobie jest aminokwasem wykorzystywanym w reakcji chemicznej zwanej metylacja. Metylacja jest bardzo potrzebnym i naprawczym procesem. W tej reakcji grupa metylowa (-CH3) z „dobrej” metioniny jest oddawana innej potrzebującej cząsteczce, zaś to co pozostaje to „zła” homocysteina. W zdrowym organizmie homocysteina szybko zamieniana jest z powrotem do metioniny. Niezbędna jest do tego witamina B12. Gdy jej brakuje, mamy wielki problem. Homocysteina kumuluje się we krwi, tkankach, narządach i ścianie naczyń krwionośnych. Wiele danych wskazuje na to, że to właśnie nadmiar homocysteiny zapoczątkowuje miażdzycę, a dopiero później zaczyna się „cała historia” z cholesterolem. Homocysteina pływająca w nadmiarze we krwi jest bezpośrednim czynnikiem uszkadzającym błonę komórek śródbłonka tętnic, a te obumierają i tworzą się ubytki na powierzchni wewnętrznej tętnic. Organizm próbuje te miejsca naprawić, więc napływają do nich komórki zapalne, makrofagi, cholesterol itd. Małe uszkodzenia zapewne udaje się naprawić bez śladu i bez objawów, ale duże, często powtarzające się, niestety nie. Powstaje w takim miejscu duża blaszka miażdżycowa i całe tego konsekwencje kardiologiczne.
Homocysteinę we krwi można sobie zmierzyć. Jej zwiększony poziom z całą pewnością jest szkodliwy i z całą pewnością świadczy o niedoborze witaminy B12 (i z czasem o problemach z przemianą kwasu foliowego, ale o tym innym razem). I nie ma się co pocieszać, że poziom homocysteiny jest w granicach normy, jeśli komuś tak wyjdzie, bo dolna norma tak naprawdę powinna wynosić ZERO (co jest oczywiście niemożliwe, gdyż fizjologicznym jest ciągły cykl przemiany metioniny do homocysteiny i odwrotnie). Innymi słowy należy dążyć do jak najniższego poziomu homocysteiny.
ŻG: Do czego jeszcze niezbędna jest witamina B12?
MM: Odkrycie ostatnich lat – witamina B12 jest niezbędna do działania trzech enzymów: wspomnianej syntazy metioninowej oraz dwóch innych zwanych mutazami. Nie wnikając szczegółowo w nazwy mutaz okazało się, że te enzymy (a więc i witamina B12) są niezbędne do przemian wielu aminokwasów, cholesterolu, kwasów tłuszczowych o nieparzystej liczbie węgli oraz tzw. neurotransmiterów w komórkach nerwowych.

Mamy zatem wielowymiarowa role witaminy B12 w działaniu komórek nerwowych. Od właściwej ich budowy, zwłaszcza błony komórkowej i osłonek mielinowych (tłuszczowych) wypustek nerwowych, aż do prawidłowej produkcji drobnych cząsteczek chemicznych wewnątrz komórki nerwowej, a uwalnianych podczas przenoszenia sygnałów w synapsach nerwowych.
Od dziesięcioleci znany jest związek uszkodzenia osłonki mielinowej przy niedoborze witaminy B12 w organizmie. Wyjaśniono to dokładnie właśnie poprzez osłabienie aktywności jednego ze wspomnianych enzymów (mutazy), co prowadzi do zahamowania przemian składników niezbędnych do produkcji mieliny, jeden z takich pośrednich metabolitów gromadzi się w nadmiarze i niszczy osłonkę mielinową komórki nerwowej. Wiedziano też od lat, że witamina B12 pomaga, zwłaszcza po podaniu domięśniowym (unikamy problemu z wchłanianiem), w różnego rodzaju neuralgiach, rwach kulszowych, zapaleniach nerwów obwodowych. Efekty czasami są spektakularne, a wynikają z szybkiej odbudowy uszkodzonych włókien nerwowych. Skoro takie efekty obserwowano na nerwach obwodowych, to aż się prosiło o zbadanie działania witaminy B12 na neurony w mózgu czy rdzeniu kręgowym. Czyli na te struktury i funkcje, których na co dzień nie czujemy i nie jesteśmy świadomi.
Czy takie objawy, jak depresja nie są jakoś powiązane z witamina B12? Wszak mózg to neurony i produkcja serotoniny, dopaminy i długiej listy innych neuroprzekaźników w połączeniach miedzy neuronami. Jak się okazuje, niedobory witaminy B12 we wszystkich komórkach nerwowych zaburzają działanie wspomnianych trzech enzymów i dlatego mogą prowadzić do niewłaściwej produkcji neuroprzekaźników. Wiele wskazuje na to, ze depresja często wynika z niedoboru witaminy B12. Oczywiście nie jest główna ani jedyna przyczyna, ale często mimo leczenia silnymi lekami przeciwdepresyjnymi, nawet z początkową poprawą, depresja wracała lub się nasilała. A po zastosowaniu witaminy B12 wszystko wracało do normy. Dość liczne badania na ten temat ukazały się w ostatnich latach, ku zaskoczeniu większości ekspertów z tej dziedziny. Polecam odszukać publikacje dr Kelly Brogan na temat jej doświadczeń z witaminą B12 w leczeniu depresji i lęku. Witamina B12 okazała się często skuteczna w leczeniu niepokoju, lęku, manii, psychoz i innych chorób psychicznych, które bezsprzecznie na gruncie anatomii i fizjologii są chorobami komórek nerwowych (neuronów, synaps, neuromediatorów), a nie jakichś nieznanych, abstrakcyjnych struktur. Wymaga to oczywiście dokładnych badań i statystycznych obliczeń, ale dość mocno zmienia patrzenia na psychologie i psychiatrie współczesną, nie mówiąc o neurologii, w której witamina B12 od lat ma swoje miejsce.
ŻG: Co z diagnostyka i leczeniem?
MM: Poziom witaminy B12 w swojej krwi warto sprawdzić. Badanie jest proste, szybkie i daje dużo w poszukiwaniach. Za prawidłowe poziomy uważa się od 200 do 1100 pg/ml (1 pikogram to zaledwie 1 milionowa cześć mikrograma!). Jak widać zakres jest bardzo szeroki. Przy czym wielu znawców tematu uważa, że im bliżej górnej granicy normy tym lepiej, zaś im bliżej dolnej (200) tym gorzej.
Dlaczego takie rozumowanie? Anemia złośliwa, owszem zazwyczaj grozi nam dopiero poniżej 200 pg/ml, ale wiele objawów czy chorób neurologicznych, psychicznych, metabolicznych, kardiologicznych, miażdżycowych może już się pojawiać przy stężeniach we krwi miedzy 300 a 600 pg/ml. Jak wspomniałem wszyscy badacze są zgodni, że nie można się zatruć witaminą B12, a wiec śmiało należy dążyć do wartości zbliżonych do 1000 pg/ml lub powyżej. Polecam odszukać publikacje dr Mercola na ten temat, jednego z bardziej obeznanych z tematem witaminy B12 (suplementów od niego nie trzeba kupować, bo drogie, ale wiedze warto poznać).
ŻG: Co warto zbadać oprócz poziomu B12 we krwi?
MM: Morfologie krwi w poszukiwaniu cech anemii (w morfologii anemia złośliwa ma inny obraz niż anemia z niedoboru żelaza, mówimy o tzw. anemii megaloblastycznej). Dalej poziom homocysteiny we krwi i w moczu. Gastroskopie zalecam w przypadku niedokwaśności, zaniku śluzówki żołądka z powodu chorób autoimmunologicznych, ale też w przypadku nadkwaśności i refluksu żołądkowo-przełykowego. Jeśli jego przyczyną jest tzw. przepuklina rozworu przełykowego (a tak jest często), to należy leczyć przyczynę, a nie podawać przez miesiące i lata leki typu prazole (inhibitory pompy protonowej) czy inne obniżające kwaśność w żołądku. Coraz więcej danych wskazuje, że przewlekłe używanie prazoli jest przyczyną wielu chorób, a nawet zwiększa śmiertelność. Tymczasem są one używane w Polsce jako tzw. leki osłonowe, zwłaszcza u starszych ludzi przyjmujących wiele leków na inne choroby. Nic bardziej błędnego i złego nie można pacjentowi w podeszłym wieku zalecić! Oni sami z racji wieku maja coraz mniejszą produkcje kwasu solnego i czynnika Castle’a, wiec niedobory witaminy B12 tylko się nasilą po stosowaniu prazoli.
Jeżeli chodzi o zaburzenia neurologiczne i psychiczne w niedoborach witaminy B12 – jednym z pierwszych, na które warto zwrócić uwagę, jest osłabienie pamięci i zaburzenia koordynacji ruchowej. Powszechnie uważa się, że to normalna oznaka starzenia. Nie do końca. Opisany powyżej ciąg zależności – wiek ok. 50-60 lat, zmniejszenie się kwaśności w żołądku oraz wchłaniania witaminy B12, osłabienie funkcji komórek nerwowych (centralnych – pamięć i obwodowych – koordynacja ruchowa) – powinien absolutnie nakierować myślenie pacjenta (a przynajmniej lekarza) na trop witaminy B12!
ŻG: Jak leczyć?
MM: Oczywiście najlepiej spożywać metylokobalaminę w postaci naturalnej: mięso, podroby, jaja, kawior, małże, mleko surowe (niestety pasteryzowanie i UHT niszczą strukturę kobalaminy). Nieco mniej witaminy B12 niestety jest w rybach i jak wspomniałem nie ma jej wcale w roślinnych produktach. Tak więc często zachodzi konieczność suplementacji u osób ograniczających spożycie mięsa.
Możemy spożywać doustne formy: cyjanokobalamine i metylokobalamine. Ta pierwsza jest tańsza i stabilniejsza, ale zawiera grupę cyjankową i w większych dawkach absolutnie jej niemożna z czystym sumieniem polecić. Owszem, w dawkach 2-5 mikrograma dziennie,czyli dawkach oficjalnie ciągle jeszcze
zalecanych, ilość cyjanku jest bez znaczenia. Gdyby jednak ktoś chciał zastosować wysokie dawki, jedynie metylokobalamina jest wskazana. Istnieją produkty nawet w dawce 5000 mikrogramów metylokobalaminy, ale takiej dawki cyjanokobalaminy nigdy proszę nawet nie brać pod uwagę. Kobalamine można przyjmować doustnie, zwracając uwagę na wszystkie niuanse związane z wchłanianiem, gdyż organizm nie odróżni kobalaminy z tabletek od tej spożytej z mięsem czy jajkiem. W obu sytuacjach musi być sprawny i opisany wcześniej system wchłaniania i transportu witaminy. W przeciwnym razie straty ze stolcem mogą być znaczne, nawet ponad 90% podanej dawki.
Tabletki można podawać doustnie lub podjęzykowo (z metylokobalamina). Podobnie podjęzykowo można podać witaminę w formie spray’u. Uważa się, że wchłanianie metylokobalaminy ze śluzówki podjęzykowej w jamie ustnej zachodzi lepiej, gdyż nie wymaga całego opisanego powyżej systemu żołądkowo-jelitowego. Wiele innych leków podaje się podjęzykowo i ułatwia to wchłanianie, więc zapewne w przypadku witaminy B12 również tak jest. Hydroksykobalamine podajemy dożylnie. Chociaż formalnie jest ona stosowana przy zatruciach cyjankiem, z czym najczęściej maja do czynienia strażacy gaszący pożar lub ofiary pożarów (duża ilość cyjanków wydziela się z materiałów budowlanych, mebli, plastików itp.), to nic nie stoi na przeszkodzie by niedobory witaminy B12 uzupełniać w formie dożylnego wlewu. Doświadczony lekarz po obliczeniu należnej dawki wynikającej ze stopnia niedoboru może zlecić wlewy. To wygodna forma podania, zwłaszcza dla starszych osób. Daje również pewność, że całość dawki dostała się do krwiobiegu, a dalej do wątroby i tkanek. Można też podać witaminę B12 domięśniowo. W Polsce dostępna jest tania forma cyjanokobalaminy. Zastrzyki wykonuje się co kilka dni lub raz na tydzień. Trochę bolą. Cyjanokobalamina w dawkach, jakie są dopuszczone do stosowania domięśniowego, jest całkowicie bezpieczna. Organizm szybko przekształci ją sobie w metylokobalamine. Dawkę domięśniową także powinien dobrać indywidualnie lekarz w oparciu o stopień niedoborów.
Naturalna i syntetyczna
Cyjanokobalamina nie występuje naturalnie w przyrodzie, jest syntetyzowana w farmacji. Jako podstawnika szóstego wiązania z kobaltem używa się cyjanku – ze względu na stabilność procesu produkcji i dalej łatwość krystalizacji takiej postaci kobalaminy. Cyjanokobalamina jest oporna na utlenianie w powietrzu, więc nadaje się jako dodatek do pasz lub żywności. W organizmie człowieka jest przekształcana do naturalnych, aktywnych form kobalaminy, ale organizm musi jakoś unieszkodliwić cyjanek. Hydroksykobalamina jest produkowana naturalnie przez niektóre bakterie i archeowce zyjące w glebie, wokół korzeni roślin czy na powierzchni owoców. To półprodukt do farmaceutycznej syntezy cyjanokobalaminy. W procesie produkcyjnym hydroksykobalamina bardzo szybko i mocno wiąże się z cyjankiem (ta postać B12 jest stabilna i odporna
na tlen). Z tego też powodu hydroksykobalamina jest stosowana dożylnie jako odtrutka przeciw cyjankom: czy w sytuacjach ostrych zatruć, czy np. w przewlekłym zatruciu u palaczy papierosów. Jak wspomniałem hydroksykobalamina jest mniej stabilna, dlatego farmaceutyczne firmy zamieniają ją na cyjanokobalamine. Natomiast tylko metylokobalamina i adenozylokobalamina są w pełni naturalnymi formami dla człowieka (i zwierząt). Ponad 50% zapasów znajduje się w wątrobie w postaci adenozylokobalaminy. W miarę potrzeby ta jest uwalniana do krwiobiegu i zamieniana na metylokobalamine i w takiej postaci wykorzystywana do reakcji enzymatycznych w całym organizmie. Ocenia się, że całkowita zawartość witaminy B12 w ciele człowieka wynosi 2-5 miligramów. Czyli 2000-5000 mikrogramów, zatem wspomniane wcześniej zapotrzebowanie ok. 2 mikrograma na dobę to „równowartość 1000 do 2500 dni w magazynie”. Cyjanokobalamina podawana doustnie czy domięśniowo oraz hydroksykobalamiana podawana dożylnie zostają zamienione na metylokobalamine lub adenozylokobalamine w celu zmagazynowania zapasów.
Historia odkrycia
Anemie złosliwą opisywano jeszcze w XIX wieku. Była chorobą nierzadko śmiertelną u starszych osób. Pierwszy skuteczny sposób leczenia odnotowano w eksperymencie Georga Whippla na psach ok. 1920 r. Brutalny, z dzisiejszego punktu widzenia, eksperyment polegał na tym, że wykrwawionym (zanemizowanym) psom badacz podawał różne rodzaje pożywienia i obserwował, po którym ewentualnie przeżyja i jak szybko minie im anemia. Okazało się, że najskuteczniejsza jest wątroba. W następnych latach oczywiście próbowano wyszukać ten pojedynczy składnik zwalczający anemię. Kiedy odkryto, że jest nim żelazo, ogłoszono sukces, ale szybko okazało się, że owszem żelazo działa, ale nie u wszystkich. Dopiero po latach dalszych poszukiwań odkryto witaminę B12. W 1926 r. Minot i Murphy odkryli, że jakaś inna niż żelazo cząsteczka zawarta w żółci leczy anemie „złośliwą”, czyli niepoddająca się leczeniu samym żelazem. Za te odkrycia wszyscy trzej naukowcy dostali Nagrodę Nobla w 1934 r., chociaż samej witaminy B12 jeszcze nie wyizolowano. Chorym zalecano jedzenie olbrzymich porcji wątróbki lub picie żółci!
Pewien postęp zanotowano w 1928 r., kiedy Edwin Cohn opracował ekstrakt żółci o sile 100 razy większej niż czysta żółć. Ale dopiero w 1947 r. udało się wyizolować cząsteczkę kobalaminy ze… sfermentowanego barszczu z buraka ćwikłowego! Okazało się, że bakterie fermentujące (żyjące wcześniej w symbiozie z takim burakiem) produkują witaminę B12. Odkrycia dokonała Mary Shorb i to jej należą się podziękowania za wyjaśnienie, dlaczego picie soku ze sfermentowanego buraka (jak i barszczyku)
zwalcza anemie złośliwą. Co ciekawe, w medycynie ludowej taki sok i sfermentowany czerwony burak (botwinka) były stosowane na wzmocnienie krwi i poprawę sił witalnych od setek lat.
Dokładną strukturę chemiczną kobalaminy opisała w 1956 r. dr Dorothy Hodkin. A produkcje na skale przemysłową (farmaceutyczną) z udziałem bakterii wytwarzających hydroksykobalamine, a następnie zamiana na cyjanokobalaminę opanowano i ulepszano w latach 50. W 1972 r. opracowano całkowicie laboratoryjną syntezę kobalaminy, ale w przemyśle stosuje się ciągle wydajniejszą produkcje z udziałem bakterii.

Pseudowitaminy B12 – pod tą nazwą kryją się związki o podobnej budowie, czyli zawierające kobalt i
pierścień korynoidowy, ale niepodlegające u człowieka przemianie do metylokobalaminy czy adenozylokobalaminy. Są więc całkowicie bezużyteczne. Taka pseudowitamina występuje np. w spirulinie albo w niektórych algach morskich. Dlatego wiedzy i sprawdzania źródła witaminy B12 nigdy za wiele! Algi są cennym źródłem białek, ale nie B12.
B12 a ciąża
Niedobór witaminy B12 u dzieci to zupełnie odrębne zagadnienie. Kłopoty ze wzrostem ciała, słabszy rozwój intelektualny, to główne widoczne objawy jej braku. W badaniach wielu krajów, w tym typowo wegetariańskich jak Indie, wykazano, że dzieci matek
wegańskich niespożywających przed ciążą i w jej trakcie dodatkowej dawki witaminy B12 rodziły dzieci mniejsze, chorowite, które nie rozwijały się prawidłowo, w przeciwieństwie do tych, które przyjmowały witaminę B12. Co gorsza, urodzone dzieci miały bardzo niskie stężenia witaminy B12, a wiemy, jak trudno jest niemowlakowi uzupełnić witaminę B12 z mięsem czy nawet kawiorem, skoro do szóstego miesiąca życia ssie tylko mleko! Kłuć zastrzykiem domięśniowym z witamina B12? Dodawać do mleka? Istny kłopot lub ból! Matka powinna mieć wiedzę na ten temat i solidnie uzupełniać samej witaminę B12, jak i dziecku po urodzeniu, skoro decydujemy się na wegetarianizm czy weganizm. Niestety od biologii nasz organizm nie ucieknie. A raz zaprzepaszczonej szansy na optymalny wzrost i rozwój w dzieciństwie nie można powtórzyć. Pamiętajcie wiec o witaminie B12!












































Panie doktorze , dziękuję za ten artykuł. Jestem dumna, że sama doszłam do sedna sprawy a Pański artykuł tylko potwierdził moją diagnozę. Ojciec (76l), z wzw, niewydolnością serca EF 35/39, hałd tracił siły witalne, skóra o kolorze żółtym, problemy z psychiką i motoryką.W szpitalu geriatryczny leczono na wszystko, nie wykonani jednak badania- poziom b12. Po powrocie ze szpitala, zły stan zdrowia , osłabienie- utrzymywało się. Prywatnie wykonałam badanie b12, przekroczona norma -1700!teraz już wiem- powód od lat wzw. Kupiłam ojcu b12 cyjanokobalaminę nie działało , zastąpiłem postacią metylo 3*dziennie z b6 i kwasem foliowym, nie działało ( tzn.raz lepiej raz tak sobie).Wpadłam na pomysł ( po przeczytaniu wielu publikacji)aby podawać podjęzykowa- bingo- jest o niebo lepiej, siły witalne, właściwa motoryka wróciła ( powolutku), stan psychiczny też o wiele lepszy! A w szpitalu geriatrycznym lekarz leczył antydepresantami( po których były omamy i halucynacje) i zwalał na starzenie się organizmu i niewydolność serca, tragedia. Dziękuję za ten artykuł!Pozdrawiam A/inżynier:)