Tym pierwszym artykułem zapraszam Państwa do świata kuchni, świata wielowiekowych tradycji kulinarnych; do poznania najstarszych systemów medyczno-filozoficzno-kulinarnych tego świata.
[dropcap]N[/dropcap]ie jestem ani lekarzem ani też dietetykiem akademickim. Swoje ponad 20-letnie doświadczenie i wiedzę zdobywałam na rozmaitych kursach i szkoleniach. Jestem kosmetyczką, świadomym fachowcem, który, starając się wpłynąć na stan skóry, wie, jak ograniczone są jego możliwości, jeśli nie będą poparte rzetelną współpracą z równie świadomym klientem.
Skóra to ogromna część naszego ciała (stanowi ok. 2m powierzchni dorosłego człowieka). Jednak to tylko część nas. Jesteśmy całością i ta świadomość jest już coraz bardziej powszechna. Moja przygoda z kosmetyką i żywieniem ciągnie się nieprzerwanie od 1990 roku. Celowo podkreślam obie te dziedziny, gdyż już na początku swej drogi zawodowej podejrzewałam, że zależność pomiędzy tym, co wprowadzamy do naszego organizmu jedząc, wdychając i nakładając na skórę, a ogólnym wyglądem naszej skóry, sylwetki jest większa niż nam się to przedstawia.
Nie dość tego wszelkie diety okazały się w moim odczuciu jednym z większych błędów, jakie popełniamy w życiu. Poza wyjątkami, które stanowią poważne choroby i okres oczyszczania organizmu, każda dieta wprowadza więcej zamieszania i nierównowagi niż daje nam korzyści. Ponadto – jemy czy odżywiamy się? Nic nie jest obojętne dla naszego organizmu. Cokolwiek do niego wprowadzimy, jakoś będzie działało; dobrze lub źle, ale z pewnością nie obojętnie.
Każda ilość jedzenia i odstęp między posiłkami ma znaczenie. Dla każdego ilość i rodzaj spożywanego pokarmu oraz ilość posiłków w ciągu doby jest sprawą indywidualną. Nie ma jednego uniwersalnego modelu żywienia. Podobnie nie ma jednej uniwersalnej aktywności fizycznej. Dla jednego najlepsze okażą się ćwiczenia aerobowe, dla kogoś spokojny Pilates, jeszcze ktoś inny najlepiej poczuje się biegając po leśnych drogach, a może dobrym wyjściem będzie joga. Jedno jest pewne, wszyscy musimy się ruszać i dbać o naszą kondycję fizyczną. Bez względu więc na nasz wiek, konstytucję i inne uwarunkowania, dzień musimy rozpocząć poranną gimnastyką wprawiającą w ruch wszystkie stawy i wzmacniającą kręgosłup.
Są natomiast uniwersalne zasady spożywania posiłków, jak również uniwersalne zasady dotyczące ruchu fizycznego i wreszcie równy dla wszystkich mieszkańców Ziemi zegar biologiczny. Ten zaś daje nam cenne wskazówki jak rozkładać posiłki w ciągu dnia, w jakich godzinach możemy zgrzeszyć zjadając smaczne ciasteczko, a kiedy będzie to dużym obciążeniem dla naszej trzustki; kiedy nasz organizm jest najlepiej przygotowany do wydalenia produktów odpadowych przemiany materii, a kiedy się regeneruje. Wiele z tych informacji przewija się w naszej codzienności, ale najczęściej nie znamy ich uzasadnienia.
Wiemy, że należy zakończyć wieczorne posiłki przed godziną 18:00, że powinniśmy położyć się nie później jak o godzinie 22:00, że najcięższe posiłki powinny przypadać na wczesne godziny popołudniowe. Czy wiemy jednak dlaczego? Na te i wiele innych pytań znajdziemy odpowiedź przyglądając się chińskiej tarczy zegara biologicznego. To właśnie medycyna chińska uszczegółowiła znany już 5 tysięcy lat temu, opracowany przez medycynę ajurwedyjską ów zegar. Obecnie medycyna ajurwedyjska uznana została przez WHO za najstarszy na świecie kierunek medyczno-filozoficzny. Na jej założeniach wspierają się lub są z nią spójne wszystkie największe systemy medyczno-filozoficzno-kulinarne. Poświęcimy jej więc odrębny artykuł.
Wróćmy jednak ponownie do naszego zegara biologicznego. Zarówno ajurweda, jak również medycyna chińska zauważają, że każdy organ naszego ciała pracuje bardziej lub mniej intensywnie w różnych porach dnia i nocy.
Wpływ zegara biologicznego jest bardzo wyraźny przy występowaniu niektórych schorzeń. Obserwujemy często wzrost jakichś dolegliwości codziennie o tej samej porze.
Regularne budzenie się o określonej godzinie w nocy lub osłabienie i senność pojawiające się o tej samej godzinie w ciągu dnia, mogą stanowić cenną wskazówkę odnośnie objawów nierównowagi w określonych organach ciała. Działanie zegara biologicznego jest bardzo wyraźne przy występowaniu różnorodnych chorób. Stosowanie się zaś do jego rytmów pomaga zarówno poznać własny organizm, jak i świadomie wpływać na poprawę zdrowia.
Co istotne, zaznacza się również rytm roczny pracy poszczególnych organów. Inaczej funkcjonuje nasz organizm o każdej porze roku. Powinniśmy więc również odżywiać go w sposób zróżnicowany. Jedzmy pożywienie dostępne o danej porze roku, pamiętając, że to, co nam służy najbardziej, to jest to, co wyrosło wokół nas. Nie jedzmy cytrusów, ponieważ nie są one z naszego klimatu, unikajmy pomidorów zimą, bo nie wyhodujemy ich o tej porze roku w ogródku. Nie jedzmy zimą surówek, bo nas wychłodzą, raczej rodzime kiszonki, gdyż znajdujące się w nich pałeczki kwasu mlekowego będą ochroną dla naszych jelit. Z owoców w pewnym momencie pozostają nam tylko jabłka. Przygotujmy je w piekarniku zapiekane na przykład z cynamonem, goździkami i konfiturą różaną. Dodadzą nam energii i ogrzeją. Surowe może będą zawierały więcej składników odżywczych, ale wychłodzą nas, co zimą nie jest dobre.
Poznanie naturalnych cykli dobowych czy rocznych jest niezwykle istotne, ponieważ jesteśmy stworzeni, by płynąć na falach natury, a nie pod prąd.
Termika potraw i jej dopasowanie indywidualne do organizmu oraz pory roku ma niebagatelne znaczenie w profilaktyce zdrowia i jest rzeczą, której nie wolno pominąć, gdy już coś nam dolega. Nasz organizm wysyła jednak wiele sygnałów, które skłaniają nas na przykład do wypicia cieplejszych napojów zimą, a chłodniejszych latem. Ile razy zdarza nam się nawet latem, ale w chłodny, deszczowy dzień sięgnąć po coś cieplejszego do picia i w ogóle nie mamy ochoty na zaplanowaną na obiad surówkę, z uśmiechem witając na talerzu ugotowane na parze polane olejami warzywa. Czujemy jak przyjemne ciepło rozchodzi się po ciele.
Patrząc zaś na indywidualne zapotrzebowanie organizmu na potrawy mniej lub bardziej rozgrzewające uwzględniamy naszą konstytucję. Nawet jeśli nie znamy swojej osobniczej konstytucji, to analizując cechy organizmu, rozgrzewamy go mając niskie ciśnienie, marznące kończyny, zaparcia, a nieco schładzamy przy skłonności do wysokiego ciśnienia, problemów z żołądkiem (stany zapalne śluzówki) lub mając po prostu wysoką temperaturę. Nie znaczy to jednak, że mając wysoką temperaturę lub wrzody żołądka pijemy wodę z lodówki, a obiad jemy zimny. Nie stosujemy po prostu rozgrzewających przypraw, a posiłki spożywamy ciepłe, ale nie gorące.
Teoretycznie to wszystko jest logiczne i proste. Jednak cały czas żyjąc w pośpiechu, jedząc posiłki, kiedy myśli z całego dnia cisną nam się do głowy, niejednokrotnie nie odbieramy drobnych sygnałów czy protestów naszego organizmu. W ten sposób go zaśmiecamy, zaburzamy jego naturalne odruchy obronne i nagle dochodzimy do wniosku, że kierując się jego wypaczonymi już sygnałami „powinniśmy” jeść tylko słodycze albo mamy apetyt tylko w porze wieczornej.
Odwrócenie tego procesu i powrót do natury nie jest łatwy, ale też nie jest niemożliwy. Nie należy tylko narzucać sobie zbyt wielu zasad naraz. Niech ten powrót do natury odbywa się nie skokami, a drobnymi kroczkami, bo w przeciwnym razie zmęczeni, zniechęceni i często wyśmiani przez rodzinę szybko wrócimy do starych nawyków. Rodzinie zaś też należy dać czas na przestawienie się. Będzie go potrzebowała znacznie więcej niż my, ponieważ to w nas jest motywacja i dążenie do zmiany, a domownicy stoją niestety najczęściej po stronie obserwatorów i krytyków. Bądźmy jednak cierpliwi, a nasi bliscy będą zdrowsi.
Pamiętajmy też, że prawidłowe odżywianie, to nie wszystko. Znaczenie ma jak już wcześniej wspomniałam ruch fizyczny, ale też dbałość o stan naszego układu nerwowego- umysłu i ogólna higiena naszego życia; naturalne środki lecznicze, stosowanie kosmetyków i środków czyszczących pozbawionych szkodliwych chemicznych substancji czynnych i środków konserwujących.
Bądźmy świadomymi konsumentami, a producenci dostosują się powoli do naszych oczekiwań. Nie miejmy jednak wówczas żalu, że mydełko nie ma już zniewalającego zapachu, który czuliśmy na drugim końcu domu, a szampon nie wytwarza piany, zakrywającej nam całą głowę. Zmiana nawyków żywieniowych i stopniowe wprowadzenie omówionych zasad, w miarę upływu czasu zmieni też wrażliwość nie tylko języka, ale też nosa, a mydełko intensywnie pachnące sztucznym zapachem zacznie po prostu przeszkadzać.
W kolejnym artykule co nieco o makrobiotyce. W kolejnych medycyna chińska i jej kuchnia, kuchnia ajurwedyjska, żywienie w różnych przejściowych okresach życia (w tym żywienie dzieci), dalej kuchnia polska z okresu przedwojennego, a na koniec tego cyklu podsumowanie pokazujące, jak żywić się w obecnych czasach, korzystając z całej tej wielowiekowej wiedzy i doświadczenia pokoleń.
Życzę Państwu odkrycia kuchni na nowo i innego na nią spojrzenia. Spojrzenia przez pryzmat zdrowia
Bożena Wilczyńska-Hoffmann
Bożena Wilczyńska-Hoffmann prowadzi od 20 lat gabinet URODA, w którym wykonuje zabiegi polepszające stan skóry i samopoczucie.
Jako nieodłączną część zabiegów upiększających, poprawiających kondycję skóry i ciała, uznaje prawidłowe żywienie swojego organizmu.
Prowadzi cykliczne warsztaty, na które zaprasza osoby poszukujące sposobów na zrównoważone jedzenie, harmonię z własnym ciałem i lepszego planowania swojego nastroju.










































